sobota, 8 listopada 2014

Grzeszne Pragnienia – Adrienne Basso


Grzeszne Pragnienia – Adrienne Basso


"Potem jakimś sposobem udało mu się tutaj wedrzeć, a pani ma czelność wyrzucać mi, że go obrażam? Wielce wątpliwe, czy ten pan jest na tyle inteligentny, by poczuć się obrażonym.

Najlepszy tekst w całej książce. Zapamiętajcie go dziewczyny, na pewno kiedyś się przyda.







 


Mogę z sercem na ręku oświadczyć iż jest to książka, którą czytałam pierwszy raz w życiu, w przeciwieństwie do pozostałych, wielokrotnie czytanych i miętolonych do granic możliwości. Co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma nic lepszego niż ulubiona autorka, seria, czy starannie przemyślana pozycja, nad którą zastanawiasz się pół godziny w bibliotece, nim w końcu zdecydujesz, że jest godna twojej uwagi.

Książkę rozpoczyna się z żywym zainteresowaniem, historia jest pomysłowa i pierwsze perypetie bohaterów takie, jak powinny być w romansie: pełne napięcia,  ale nie brak w nich humoru. Hrabia Damian St. Lawrence będąc w pijackim alkoholu napastuje młodą, niewinną guwernantkę, biorąc ją za swoją zmarłą żonę. Wywołuje to małą burze w życiu zawodowym panny Isabelli i ostatecznie dołącza do grona bezrobotnych, czemu winni są nieufni pracodawcy i wspomniany hrabia. Na szczęście, okazuje się, że przyczyna jej wszystkich kłopotów ma dzieci, a nie ma guwernantki. Rozwiązanie jest proste i oczywiste. Niech bezmyślny samiec za kare wypłaca jej pensje i daje dach nad głową. Układ idealny, z dodatkowymi bonusami takimi jak szalejące, niczym hormony u licealistów .

Niestety, każdy następny rozdział jest coraz bardziej przewidywalny, co nie przeszkadza  wciągnąć się w lekturę z pewną dozą przyjemności. Dziwi mnie natomiast brak konsekwencji w wątku, który jest przyczyną całej historii. Główny bohater myli Isabelle ze swoją żonę.  Jak można się domyślić, w końcu rozkwita między nimi uczucie (w końcu to romans :D), ale popatrzmy na to z boku.  Wdowiec wdaje się w romans z kobietą łudząco podobną do jego nieżyjącej żony, którą w dodatku on sam nie uważa za zmarłą. Czy nie jest to trochę niepokojące? Ani razu nie przemknęło mu przez myśl jakiekolwiek porównanie między dwiema kobietami, tak logiczne w tej sytuacji. A nasza heroina? Kobieta jest, jak widać, tak pewna siebie, że nie poświęca nawet chwili na tak typowe kobiece wątpliwości czy np. nie jest zastępstwem innej niewiasty. Brakuje mi też bardziej skomplikowanego zakończenie, jest zdecydowanie zbyt proste i oczywiste. Sami bohaterowie są jak najbardziej do polubienia, ale osobiście chciałabym poczytać coś więcej na temat relacji „guwernantka-dzieci” które później zmienia się na „kochanka ojca-dzieci”. Ten temat jest trudny, ale zdecydowanie ciekawy, a autorka nie wyczerpała tematu tak, jak bym tego chciała.

Nie twierdze że książka jest zła, polecam jako lekką, przyjemną lekturę do odprężenia się w jesienny wieczór, czy podczas jazdy autobusem, lecz nie dla tych co poszukują wrażeń i silnych emocji. To tyle, więcej z tej książki nie wyciągnę, nie porwała mnie w szał romantycznych uniesień, choć bywały momenty gdzie uśmiałam się do łez i westchnęłam raz czy dwa nad ciężkim losem sierot-guwernantek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz